04-01-12

Dakar daje się we znaki kierowcom RMF Caroline Team

Zaledwie 200 kilometrowy odcinek okazał się bardzo wymagający

Dakar daje się we znaki kierowcom RMF Caroline Team

Po dwóch udanych etapach debiutujący w rajdzie Adam Małysz przekonał się wreszcie jak trudnym rywalem jest Dakar. Na szybkim, prowadzącym głównie po szutrowych drogach oraz w kamienistych, wyschniętych korytach rzek przebił oponę i utknął na kamieniu. Problemy miał także Łauasz Łaskawiec. Z rywalizacji odpadł Maciek Albinowski.

 

- Zaledwie 200 kilometrowy odcinek okazał się bardzo wymagający - podsumował tuz po zakończeniu trzeciego etapu rajdu Dakar kierowca RMF Caroline Team Adam Małysz. Początkowo załoga Pajero startującego z numerem 372 nie zorientowała się, że powodem problemów ze sterownością pojazdu była dziurawa opona.

 

- Wydawał nam się, że skrzywiliśmy wahacz, bo na prostych samochód ściągało w bok. Powietrze musiało schodzić z przebitej opony powoli, ale kiedy wreszcie zarzuciło nam tyłkiem i poczuliśmy, że coś dobija, zatrzymaliśmy się. Wtedy zobaczyliśmy, że opony na feldze już prawie nie ma. Musieliśmy jechać na flaku dobre trzydzieści kilometrów - opowiadał Małysz. Niedługo później jadący z Rafałem Martonem były skoczek narciarski przeżył jeszcze jedną, o wiele poważniejszą przygodę.

 

- Uderzyliśmy w rzece o kamień. Na szczęście na środku, więc nie zniszczył niczego w zawieszeniu, ale auto zawisło. Koła kręciły się nie dotykając dna. Straciliśmy tam z pół godziny. Wyjechać pomogli nam dopiero miejscowi, bo nawet kiedy podnieśliśmy samochód na podnośnikach, nie chciał ruszyć. Po tej przygodzie jechaliśmy już zachowawczo - tłumaczył Małysz.

 

Surową lekcję dostał także na etapie z San Rafael do San Juan Łukasz Łaskawiec. Po dwóch świetnych etapach we wtorek o mało nie odpadł z rywalizacji. W jego quadzie dwukrotnie pękały gałki przy kołach. To sprawia, że dolny wahacz wbija się w ziemię, a pojazd zatrzymuje się niemal w miejscu. - Za pierwszym razem uderzyłem się w kolana. Niestety, przy drugim uderzyłem głową w konstrukcję roadbooka i przyrządów nawigacyjnych. Bardzo boli mnie twarz, jestem wykończony - mówił zawodnik, który po przyjeździe na biwak długo nie mógł dojść do siebie. Nie miał nawet siły pójść pod prysznic. Do prowizorycznej łaźni na obozowisku musiał zostać zawieziony samochodem.

 

Tymczasem trzeci etap Dakaru okazał się łaskawy dla drugiej załogi samochodowej RMF Caroline Team, w składzie Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. Załodze udało się osiągnąć spory awans w klasyfikacji generalnej. Rajdowcy mieli też pierwszą od momentu startu w wyścigu spokojną noc. Dotąd po oby wcześniejszych etapach musieli usuwać poważne awarie. We wtorek tylko raz w ich aucie zabrakło prądu.

 

- Cel był prosty, dojechać do mety za dnia i zrobić sobie jak najlepsze miejsce na start. O klasyfikację generalną w tej chwili w ogóle się nie martwimy. Chodzi o to, by być jak najbliżej Adama. Za nim, ale blisko. Od jutra także samochody i ciężarówki startują kolejno według klasyfikacji ważne było więc również, by nasza ciężarówka była za naszymi plecami - tłumaczył Gryszczuk.

 

Mimo problemów z lewą stopą kierowca Mitsubishi oznaczonego numerem 399 nie zjawił się u lekarza. - Nie poszedłem. Nie chcę ryzykować. Bo gdyby lekarz powiedział, że nie mogę jechać byłaby tragedia. Radzę sobie. Mam jakieś maści przeciwbólowe, staram się ją oszczędzać. W naszych autach jest sekwencyjna skrzynia biegów, więc sprzęgło potrzebne jest tylko do ruszania. A hamuję prawą - śmiał się.

 

Z rywalizacji odpadł dakarowy debiutant RMF Caroline Team na quadzie - Maciek Albinowski. We wtorek rano na biwaku w San Rafael zawodnik nie mógł uruchomić swojej maszyny i przekroczył limit czasu wyznaczony na start do trzeciego etapu. Oznacza to, że quada z numerem 273 nie zobaczymy już na bezdrożach Dakar Rally 2012. W trzecim dniu Dakar Rally 2012 zawodnicy mieli do pokonania 291 km dojazdówkę i 208 km (motocykle/quady) lub 270 km (samochody/ciężarówki) odcinka specjalnego.