11-01-12

Dziewiąty etap Dakaru to wyrafinowana rajdowa kuchnia

Dziewiąty etap Dakaru to wyrafinowana rajdowa kuchnia

 

Dziewiąty etap rajdu był przedostatnim rozgrywanym w Chile, a zarazem pierwszy odcinkiem o tak wyważonych - zdaniem kierowców - proporcjach. Dojazd miał zaledwie 8 km, trasa OS-u 556 km z ponad 120, neutralizacją w trakcie. Wszystkie trzy załogi RMF Caroline Team dotarły na metę bez większych przygód.

 

Mimo to Adam Małysz nadal musi poskramiać swój apetyt prędkości. Stale pilnowany przez Rafała Martona w swoim pierwszym Dakarze jedzie w dobrym tempie ale ostrożnie. Tylko taki styl jazdy pozwala jednak uniknąć błędów. Dzięki temu były skoczek narciarski powoli pnie się w klasyfikacji generalnej rajdu.

 

Małysz przyznaje, że na trasie często ma ochotę wbić prawy pedał w podłogę, ale wtedy, niczym głos sumienia odzywa się pilotujący go Marton, który nakazuje przyhamować i pamiętać o głównym celu... oddalonej jeszcze o ponad 2500 kilometrów mecie w Limie. Na wtorkowym etapie Adam dostał jednak pozwolenie na chwilę szaleństwa. Na karkołomnym zjeździe do mety w Iquique mógł rozpędzić swoją rajdówkę do maksymalnej prędkości.

 

- Ten zjazd okazał się zarąbisty! - nie krył potem entuzjazmu, były skoczek. - Już w połowie odcinka Rafał popuścił mi cugli, mogłem więc jechać tak, jak chciałem i ile się dało - cieszył się pierwszy kierowca RMF Caroline Team. - Ogólnie etap uważam za udany. Pierwsza część była bardzo trudna. Znów mnóstwo fesz feszu. Ciężko się w tym jedzie, tym bardziej między ciężarówkami. Z kolei na ostatnich, demonizowanych przez innych zawodników rajdu 100 kilometrach pojawiły się wysokie wydmy. Mnie jechało się po nich świetnie, i co najważniejsze bez przygód - mówił dalej Małysz, wyraźnie zadowolony ze swojego przejazdu.

 

- „Cała sztuka polega na tym, że mimo iż ten odcinek jest trudny i ma wiele miejsc, w których można uszkodzić auto, należy jechać na tyle szybko, żeby dotrzeć do tych wydm wcześnie i pokonać je w świetle dziennym. Jazda po nich po zmroku jest wielkim ryzykiem.” – powiedział Rafał Marton.

 

- Etap generalnie był bardzo długi. Po rekalibracjach pierwszy odcinek specjalny osiągnął długość 400 kilometrów. Drugi miał prawie 100. Fragment między nimi jedzie się w zasadzie tak szybko i z taką koncentracją jak oes. Można więc powiedzieć, że mieliśmy dzisiaj ponad 700 km jazdy na czas. I ta pierwsza część, która miała być łatwa, i o której nikt nie dyskutował, ze względu na dziury i fesz fesz okazała się bardzo trudna. A ostatnia, której się bardzo obawialiśmy, poszła nam gładko. Ale odczuwamy trudy tego dnia - mówił na mecie Marton.

 

Założenia na tegoroczny Dakar zweryfikowała druga samochodowa załoga RMF Caroline Team. Zamiast za wszelką cenę odrabiać straty poniesione podczas pechowych dla nich etapów, Albert Gryszczuk oraz Michał Krawczyk chcą dojechać do mety kończącej się w niedzielę imprezy.

 

- To był bardzo trudny etap. Gratulacje dla każdego, kto go ukończy. A podwójne dla tych, co dokończą go w nocy. Nieprzyjemne było pierwsze kilkaset kilometrów. Trasa biegła po kamieniach, pod którymi znajdował się miękki piasek. Wiele auta po prostu się tam gotowało. My też mieliśmy problemy z temperaturą, ale ponieważ najważniejsza jest meta, pozwoliliśmy sobie na kilka przerw na chłodzenie pojazdu - relacjonował Gryszczuk.

 

Ale ekipa jadąca Pajero z numerem 399 nie przejechała dotąd odcinka bez chociażby drobnego incydentu. Tak było i tym razem. Gryszczuk z Krawczykiem znów dotarli na biwak wybrakowanym samochodem. - Straciliśmy kawałek zderzaka, mało istotny dla samochodu fragment plastiku. Wysoko w górach jechaliśmy w fesz feszu. Nagle zapalił się alarm ostrzegający o stojącym w pobliżu innym aucie. Okazało się, że jest ono 3 metry przed nami. Gwałtownie zahamowałem i skręciłem, wpadając do takiego samego rowu. Tylko, że z prawie zerową prędkością, więc straciłem tylko kawałek zderzaka, a oni stracili przedni napęd. Nie zazdroszczę - opowiadał kierowca RMF Caroline Team. Na mecie rajdowcy RMF Caroline Team byli pod wrażeniem malowniczego zakończenia etapu z Antofagasta do Iquique.

 

- Ocean i dakarowy obóz w dole. Pięknie to wyglądało. Niestety, jechaliśmy bez prądu, więc się spieszyliśmy. Ponosimy konsekwencje spędzenia dnia wolnego na wydmach, a nie w serwisie. Rzeczy, których wtedy nie wymieniliśmy, zaczynają się psuć - przyznał Gryszczuk.

 

Organizatorzy do ostatniej chwili trzymali rajdowców w niepewności wynikajacymi ze zmian na 9 odcinku. Ostateczną wersję poprawek do roadbooka dostali około północy. Wcześniej kilka wersji zostało wycofanych. - Jak przekazali nam organizatorzy trasa trochę się zmieniła po ostatnich opadach i musieli dobrać nową. Dziś było trochę trudniej, niż zwykle, bo przygotowanie roadbooków wymagało czasu, a robiliśmy to w nocy – powiedział Jarek Kazberuk, pilot R-Six Team. – „Unimog spisuje się dzielnie i możemy jechać swoim tempem, a to ważne na Dakarze.” – dodał Jarek. Atmosferę w ekipie popsuł jednak wypadek Alesa Lopraisa i jego załogi, która po tym jak prowadzący ciężarówkę mechanik zasnął i wjechał do rowu, została przetransportowana do szpitala.

 

- Na dojazdówce przeżyliśmy szok, widząc wywróconą ciężarówkę Lopraisa. Znamy go, przyjeżdżał trenować do nas na poligony - mówił Adam Małysz. - Wiemy, że Ales wyszedł z kabiny o własnych siłach, ale jego mechanik i nawigator zostali przeniesieni do helikoptera na noszach. Cała załoga jest w szpitalu. Nieswojo się czuję, bo przyjaźnimy się i razem trenujemy. Mamy nadzieję, że nic poważnego się im nie stało. Takie wydarzenia na dojazdówce pokazują, jaki trudny jest ten rajd - podsumował Albert Gryszczuk.

 

Wyniki na 9 etapie:

Adam Małysz/Rafał Marton - 40 miejsce - 06:51.53

Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - 66 miejsce - 07:55.22

Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 35 miejsce - 08:05.53 (ciężarówki)

 

Klasyfikacja generalna po 9 etapach:

Adam Małysz/Rafał Marton - 36 miejsce

Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk - 71 miejsce

Robert Szustkowski/Robert Szustkowski Jr/Jarek Kazberuk - 31 miejsce (ciężarówki)