
10-01-12
Koniec rajdu dla Łukasza Łaskawca
Koniec rajdu dla Łukasza Łaskawca
Ósmy etap Dakaru okazał się ostatnim dla Łukasza Łaskawca z ekipy RMF Caroline Team. W ten sposób zespół stracił swojego ostatniego reprezentanta w kategorii quady. Tuż przed pierwszym punktem tankowania „Łoker” miał poważny wypadek. Zawodnikowi na szczęście nic się nie stało, ale jego pojazd nie nadawał się do dalszej jazdy.
Ubiegłoroczny Mistrz Europy w Rajdach Baja Łukasz Laskawiec, który przed startem imprezy marzył nawet o wygraniu Dakaru, na metę w Limie dotrze samochodem razem z resztą ekipy. W poniedziałek z trasy zabrał go helikopter. Dla niego to już koniec wyścigu.
- Najpierw jeden śmigłowiec, a potem drugi przetransportował mnie na lotnisko. Tam byli medycy, którzy mnie opatrzyli - opowiadał Łaskawiec. Przyczyną wypadku była awaria przedniej piasty. - Pękła i po raz trzeci w tym rajdzie odpadło mi koło. Tym razem nie dało się już tego naprawić na miejscu. Musiałem zakończyć wyścig. Przy okazji sam taż się trochę pokiereszowałem, ale będę żył. Gdy wyleciałem przez kierownicę, quad po mnie przejechał. Mam zdartą skórę na nodze i kawałku pleców. Rany zostały oklejone plastrami i obandażowane, co utrudnia mi chodzenie - relacjonował „Łoker”.
Bez większych problemów do obozu dotarły tymczasem załogi samochodowe RMF Caroline Team. Jako pierwsi na biwaku zameldowali się jak zwykle Adam Małysz z Rafałem Martonem.
- Wyprzedziliśmy kilka samochodów i kilka ciężarówek, ale też i nas wyprzedzano. To był trudny odcinek, mocniejsze samochody radziły sobie lepiej. Nasze autko nie jest zbyt szybkie. Na początku w fesz feszu nie było mowy o wyprzedzaniu. W krańcach drogi leżało mnóstwo kamieni. Później znalazło się kilka miejsc, gdzie można było atakować i to nam się udało. Cel został osiągniety, nie startowaliśmy do etapu z myślą o wygranej. W swoim tempie, konsekwentnie zmierzamy do mety - podkreślał Marton.
- Samochód lepiej spisuje się na szutrze. Kręta, kamienista droga to jego środowisko. W takich warunkach fajnie się prowadzi, doganiamy innych. Ale później, na długich prostkach, mimo iż wydaje się, że jedziemy szybko, to inni mają jeszcze mocniejsze maszyny i doganiają nas. Gdy komuś uda się wyprzedzić nas w fesz feszu najczęściej zatrzymujemy się i czekamy, aż opadnie kurz. Inaczej przez parę sekund niczego się nie widać, a wtedy można wjechać w dziurę i po zabawie - wyjaśniał Małysz.
Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk podczas ósmego etapu mieli kłopoty z alternatorem, jednak w porównaniu do ich wcześniejszych awarii to drobnostka. Niestety, z powodu braku prądu ich Pajero zgasło tuż przed wjazdem na obozowisko. Dzięki pomocy dotarło na stanowisko serwisowe, gdzie mechanicy usunęli wywołaną przez wszędobylski fesz fesz usterkę.
We wtorek uczestników Dakaru czeka odcinek podobny do poniedziałkowego. Zawodnicy spodziewają się dziur, kamieni oraz piasku. Sam koniec etapu prowadzi przez bardzo wysokie i trudne wydmy ze słynnym, prawie pionowym zjazdem do Iquique.
- Cała sztuka polega na tym, że mimo iż ten odcinek jest trudny i ma wiele miejsc, w których można uszkodzić auto, należy jechać na tyle szybko, żeby dotrzeć do tych wydm wcześnie i pokonać je w świetle dziennym. Jazda po nich po zmroku jest wielkim ryzykiem - przestrzega Rafał Marton.
Na ósmym etapie rajdu Dakar 2012:
40. Adam Małysz/Rafał Marton (PL) Mitsubishi Pajero 3.2 DI-D +1:49.42
61. Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk (PL) Mitsubishi Pajero 3.2 DI-D +2:39.28
ciężarówki:
47. Robert Szustkowski/Robert Szustklowski Jr/Jarosław Kazberuk (R-SixTeam) + 2:36.16
Po 8 etapach Rajdu Dakar:
37. Małysz +11:01.15
95. Gryszczuk
ciężarówki:
38. Robert Szustkowski/Robert Szustklowski Jr/Jarosław Kazberuk (R-SixTeam) + 21:05.47
Ósmy etap Dakaru okazał się ostatnim dla Łukasza Łaskawca z ekipy RMF Caroline Team. W ten sposób zespół stracił swojego ostatniego reprezentanta w kategorii quady. Tuż przed pierwszym punktem tankowania „Łoker” miał poważny wypadek. Zawodnikowi na szczęście nic się nie stało, ale jego pojazd nie nadawał się do dalszej jazdy.
Ubiegłoroczny Mistrz Europy w Rajdach Baja Łukasz Laskawiec, który przed startem imprezy marzył nawet o wygraniu Dakaru, na metę w Limie dotrze samochodem razem z resztą ekipy. W poniedziałek z trasy zabrał go helikopter. Dla niego to już koniec wyścigu.
- Najpierw jeden śmigłowiec, a potem drugi przetransportował mnie na lotnisko. Tam byli medycy, którzy mnie opatrzyli - opowiadał Łaskawiec. Przyczyną wypadku była awaria przedniej piasty. - Pękła i po raz trzeci w tym rajdzie odpadło mi koło. Tym razem nie dało się już tego naprawić na miejscu. Musiałem zakończyć wyścig. Przy okazji sam taż się trochę pokiereszowałem, ale będę żył. Gdy wyleciałem przez kierownicę, quad po mnie przejechał. Mam zdartą skórę na nodze i kawałku pleców. Rany zostały oklejone plastrami i obandażowane, co utrudnia mi chodzenie - relacjonował „Łoker”.
Bez większych problemów do obozu dotarły tymczasem załogi samochodowe RMF Caroline Team. Jako pierwsi na biwaku zameldowali się jak zwykle Adam Małysz z Rafałem Martonem.
- Wyprzedziliśmy kilka samochodów i kilka ciężarówek, ale też i nas wyprzedzano. To był trudny odcinek, mocniejsze samochody radziły sobie lepiej. Nasze autko nie jest zbyt szybkie. Na początku w fesz feszu nie było mowy o wyprzedzaniu. W krańcach drogi leżało mnóstwo kamieni. Później znalazło się kilka miejsc, gdzie można było atakować i to nam się udało. Cel został osiągniety, nie startowaliśmy do etapu z myślą o wygranej. W swoim tempie, konsekwentnie zmierzamy do mety - podkreślał Marton.
- Samochód lepiej spisuje się na szutrze. Kręta, kamienista droga to jego środowisko. W takich warunkach fajnie się prowadzi, doganiamy innych. Ale później, na długich prostkach, mimo iż wydaje się, że jedziemy szybko, to inni mają jeszcze mocniejsze maszyny i doganiają nas. Gdy komuś uda się wyprzedzić nas w fesz feszu najczęściej zatrzymujemy się i czekamy, aż opadnie kurz. Inaczej przez parę sekund niczego się nie widać, a wtedy można wjechać w dziurę i po zabawie - wyjaśniał Małysz.
Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk podczas ósmego etapu mieli kłopoty z alternatorem, jednak w porównaniu do ich wcześniejszych awarii to drobnostka. Niestety, z powodu braku prądu ich Pajero zgasło tuż przed wjazdem na obozowisko. Dzięki pomocy dotarło na stanowisko serwisowe, gdzie mechanicy usunęli wywołaną przez wszędobylski fesz fesz usterkę.
We wtorek uczestników Dakaru czeka odcinek podobny do poniedziałkowego. Zawodnicy spodziewają się dziur, kamieni oraz piasku. Sam koniec etapu prowadzi przez bardzo wysokie i trudne wydmy ze słynnym, prawie pionowym zjazdem do Iquique.
- Cała sztuka polega na tym, że mimo iż ten odcinek jest trudny i ma wiele miejsc, w których można uszkodzić auto, należy jechać na tyle szybko, żeby dotrzeć do tych wydm wcześnie i pokonać je w świetle dziennym. Jazda po nich po zmroku jest wielkim ryzykiem - przestrzega Rafał Marton.
Na ósmym etapie rajdu Dakar 2012:
40. Adam Małysz/Rafał Marton (PL) Mitsubishi Pajero 3.2 DI-D +1:49.42
61. Albert Gryszczuk/Michał Krawczyk (PL) Mitsubishi Pajero 3.2 DI-D +2:39.28
ciężarówki:
47. Robert Szustkowski/Robert Szustklowski Jr/Jarosław Kazberuk (R-SixTeam) + 2:36.16
Po 8 etapach Rajdu Dakar:
37. Małysz +11:01.15
95. Gryszczuk
ciężarówki:
38. Robert Szustkowski/Robert Szustklowski Jr/Jarosław Kazberuk (R-SixTeam) + 21:05.47