
07-01-12
RMF Caroline Team i R-SixTeam po szóstym sennym etapie Dakar Rally 2012
RMF Caroline Team i R-SixTeam po szóstym sennym etapie Dakar Rally 2012
Spokojnie, chwilami nieco nawet jak turyści pokonywali szósty etap rajdu zawodnicy Dakaru. Kierowcy żartowali między sobą, że to kino drogi. Wszystko z powodu fatalnych warunków na górskich drogach, które skłoniły organizatorów do odwołania odcinka specjalnego rozpiętego między Fambialą a Copiapo. Wytyczono nową, liczącą 650 km trasę przez Andy rozdzielające Argentynę i Chile. Na jej pokonanie było aż 10 godzin.
Jej większa część przebiegała na wysokości ponad 3 tysięcy metrów. Dla nieprzyzwyczajonych do takich ekstremalnych warunków i rozrzedzonego powietrza osób pokonanie tego odcinka było wielkim wyzwaniem. Nie wszystkim się udało, kilka samochodów zjeżdżających z gór wpadło do rowów.
- Od tej wysokości boli głowa i chce się spać - tłumaczy Michał Krawczyk. - Na tym etapie wjeżdża się przez 180 km w górę, na wysokość 3 tysięcy metrów. Tam jest granica argentyńska, 120 km ziemi niczyjej i wjeżdża się do Chile. Najwyższa przełęcz ma ponad 4700 metrów. Nastawiliśmy z Albertem głośno żeby nie zasnąć - opowiadał pilot Alberta Gryszczuka. By nie ryzykować wypadku załoga RMF Caroline Team musiała się jednak zatrzymać. - Albert czuł, że na chwilę zamknęły mu się oczy. Musieliśmy zrobilić sobie przerwę - zdradził Krawczyk.
Dzielnie trudy podróży zniósł debiutujący w Dakarze Adam Małysz. Jego organizm lepiej zareagował na zmniejszoną ilość tlenu niż bardziej doświadczonego partnera z załogi Rafała Martona. - Tam u góry było ciężko. Powietrze rzeczywiście okazało się inne. Ale jechało się dobrze. Rafał miał problemy i zasnął, wtedy mnie też zachciało się spać. Żeby się nie nudzić, wyjąłem aparat fotograficzny i zacząłem sobie robić zdjęcia. Muzyki nie słuchaliśmy, bo znowu rozładował nam się telefon - mówił Małysz.
Podobny sposób na nudę podczas samotnej jazdy przez góry wymyślił Łukasz Łaskawiec, który zatrzymywał się i robił sobie zdjęcia. Mimo turystycznej jazdy dotarł na biwak półtora godziny przed czasem. W Copiapo rajdowa karawana pozostanie przez trzy noce. W sobotę odbędzie się etap prowadzący w okolicy miasta znanego z niesamowitej historii górników, którzy przetrwali zasypani pod ziemią ponad dwa miesiące. Na niedzielę zaplanowano dzień przerwy, w poniedziałek rajdowcy ruszą do Antofagasty. Na razie mogli się przyglądać górującymi nad obozem wydmami, na których będą kończyć sobotnią rywalizację.
- Wydmy chyba zawsze i na każdym robią wrażenie. To coś nieokiełznanego. W górach skalistych widać jakąś drogę. A na wydmach tego nie ma. Jedziesz tam, gdzie uznasz. No chyba, że jedziesz bardzo z tyłu i jest ślad - mówi Adam Małysz. Wydmy soą jednak bardzo zdradliwe. Teren jest tak trudny, że organizatorzy dali załogom aż 32 godziny na pokonanie tego odcinka.
Jarek Kazberuk, który na pokładzie Unimoga R-SixTeam wraz z Robertem Szustkowskim i Robertem Szustkowskim JR pokonuje kolejne etapy podsumował: - Wkraczamy do Chile. Tam Atacama i Andy dadzą nam wszystkim zapewne jeszcze bardziej w kość niż wcześniejsze odcinki. Kto to przetrwa ukończy Dakar...