
03-01-12
RMF Caroline Team po drugim etapie Dakar Rally 2012
RMF Caroline Team po drugim etapie Dakar Rally 2012
Drugi etap Dakaru to popis rajdowych umiejętności Łukasza Łaskawca jadącego Yamahą Raptor. Quadowiec RMF Caroline Team wspieranego przez Salewę, kilka razy zatrzymywał się na trasie prowadzącej z Santa Rosa de la Pampa do San Rafael, a mimo to zdołał osiągnąć najlepszy czas przejazdu.
- Pomagałem dzisiaj dwóm motocyklistom. Jednego zbierałem po wypadku. Drugiemu na wydmach pomagałem podnieść motocykl, bo nie mógł sobie z tym poradzić. Gdzieś po drodze uderzyłem jeszcze w kamień, mam dziurę w misce olejowej, a udało mi się jeszcze wykręcić najlepszy czas - opowiadał o wydarzeniach z poniedziałku „Łoker”. Na szczęście start naszego reprezentanta w kolejnym dniu rywalizacji nie jest zagrożony. Niestety organizatorzy rajdu nie nadal nie uznali odwołania polskich quadowców i nie będą klasyfikowani, z powodu nieregulaminowych silników w swoich maszynach.
Polacy chcą jednak za wszelką cenę pokazać, że pomimo problemów na trasie i poza nią nie poddają się i jadą na sto procent. - Wiem, że sprzęt będzie gotowy. Mechanik musi zdążyć. Ja idę odpocząć i spać, by nabrać sił przed trzecim etapem - mówił Łaskawiec.
Gdyby nie kontrowersyjna i jeszcze nie ostateczna informacja o wykluczeniu go z klasyfikacji generalnej z powodu niezgodnego z regulaminem sprzętu, Łaskawiec byłby liderem rajdu. Menedżerowie cały czas starają się o anulowanie krzywdzącej dla Polaka i kilku innych zawodników decyzji.
W klasyfikacji generalnej z 70 na 54 miejsce przesunął się Adam Małysz. Gdy startujący z Rafałem Martonem były skoczek narciarski dojechał na biwak, jego pilot pogratulował mu świetnej jazdy. - Adasia nie można jednak rozpuścić, ale mogę mu szczerze powiedzieć, że jestem z niego zadowolony. Przejechaliśmy cały odcinek bez najmniejszych problemów. Oczywiście, da się szybciej i moglibyśmy to zrobić. Ale ustaliliśmy, że pojedziemy swoim tempem. Nie popełniliśmy żadnego błędu, auto jest nietknięte. Ani razu nie musieliśmy się zatrzymywać - tłumaczył Marton. Debiutujący w Dakarze kierowca na razie cieszy się każdym kilometrem przejechanym po odcinkach specjalnych tego niesamowitego rajdu. Dla otuchy na drzwiach swojego samochodu napisane ma srebrnym markerem „Adam! Nie masz już daleko”. Sam o tym, co działo się na trasie rajdu opowiada z błyskiem w oku.
- Fajne były płaskie szutry na początku odcinka specjalnego. Szliśmy, ile fabryka dała, ze 160 km/h. Później zaczęły się wąwozy i przejazdy rzeczne więc musieliśmy zwolnić. Wydmy przejechaliśmy bez problemów, ale końcówka oesu poszła nam już gorzej. Jechaliśmy wolniej, bo mieliśmy mało powietrza w oponach. Spuściliśmy je na piach, a potem szkoda nam było tracić czasu i się dopompowywać. Może i dobrze, bo niektórzy wyraźnie na tych pagórkach przesadzali. Patrzyłem z zazdrością jak inni ostro szli po kamieniach. Tylko co ja przyspieszałem, Rafał mnie hamował. - Jeszcze cały Dakar przed nami - mówił do mnie jak głos rozsądku. Kawałek dalej wszyscy stali z awariami - relacjonował Małysz.
Po raz kolejny kłopoty z samochodem mieli Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk. Choć na pierwszej części odcinka specjalnego udało im się odrobić część strat z niedzieli, do północy nie dotarli do mety poniedziałkowego etapu. Przyczyną przymusowego postoju na trasie były kłopoty z wahaczem. Zawodnicy otrzymali potrzebne do naprawy części od szybkiego serwisu pod przewodnictwem Mirka Zapletala. Naprawili auto i ruszyli w dalszą drogę. W trakcie pokonywania kolejnych kilometrów trasy musieli jeszcze ugasić pożar w swoim Mitsubishi Pajero. Zmęczona załoga dotarła na biwak o 2:20. Do akcji serwisowej przystąpili mechanicy. W drugim dniu Dakar Rally 2012 zawodnicy mieli do pokonania niemal 800 km etapu w tym 295 km odcinka specjalnego.